poniedziałek, 1 października 2012

O1. Powitanie/Rozdział 1.

- Cześć Directioners!
Wszem i wobec rozpoczynamy pisanie owego bloga, na którym znajdziecie wszystko o wszystkim. Będą zdjęcia, nasze one-shoty (kto wie może jedna z was też będzie się chciała podzielić =] ), ciekawostki z życia chłopaków, filmiki, cytaty i konkursy. Jesteśmy zdeterminowane, by prowadzić tą stronę i mamy nadzieję, że wam się spodoba. Także zapraszamy do czytania, komentowania i oczywiście przesyłania dalej naszego linku.




Rozdział pierwszy :
Obudziłam się w sobotni, wiosenny poranek. Z uśmiechem na twarzy zerwałam się z łóżka, włączając muzyczkę. Let’s go crazy, crazy, crazy. – cichutko sobie podśpiewywałam.  Otworzyłam okno i wystawiłam głowę na zewnątrz. Wciągnęłam nosem świeże powietrze po czym wypuściłam je ustami. Słonce grzało jak szalone, a do tego piękne bez chmurne niebo. W rytm muzyczki pobiegłam do łazienki po czym chwyciłam za szczoteczkę i kręcąc tyłeczkiem nałożyłam pastę. Kiedy w piosence zaczął ponownie lecieć refren dzikim ruchem zaczęłam śpiewać do szczoteczki. W odbiciu lustrzanym zobaczyłam, śmiejącego się ze mnie brata. – Ej, jak się wchodzi to się puka – powiedziałam nerwowo.  – Wybacz siostra, ale nie mogłem się powtrzymać – zaśmiał się, pokazując mi języczek. – Osz ty, spadaj stąd. – po sepleniłam mając pełną buzie pasty. – Co mówisz siostrzyczko, nie rozumiem cię? – odrzekł z uśmiechem na twarz. – Oh, przestań się ze mną droczyć. – kopnęłam go w zadek i wyrzuciłam za drzwi. Przepłukałam dokładnie usta, po czym wzięłam się za malowanie. Staranie podkreśliłam oczy, które lubiłam mieć wyeksponowane po czym poleciałam do swojego pokoju. Nucąc, otworzyłam swoją gigantyczną szafę i  zaczęłam przy niej tańczyć, wyciągając szorty i przewiewną koszulkę odkrywającą ramie. Po chwili usłyszałam wołanie. – Brook, Brook ! Zejdź na chwilę ktoś do ciebie – krzyknęła z dołu mama. Zrobiłam wielkie oczy i spojrzałam na zegarek. – Jest dopiero 11, a kogoś już do mnie niesie? – zapytałam samą siebie. – Jej ja to musze być fajna! – zaśmiałam się i szybkim krokiem wbiegłam na schody. Będąc w połowie ich nie mogłam uwierzyć własnym oczom. – O mój Boże! – zakryłam sobie usta. – LARRY! OMG! – krzyknęłam z zadowoleniem, po czym zeskoczyłam z pięciu ostatnich schodów prosto w jego ramiona. – Brook, tęskniłem strasznie. – powiedział, obejmując mnie . – No co ty nie powiesz? Ale się cieszę, że wróciłeś. – odrzekłam. - Ja też się cieszę tyle miesięcy bez ciebie. – wystawił języczek. – Oj nie czaruj już tak, tylko tul. – zaśmiałam się. - Może coś zjesz? Po takiej podróży na pewno jesteś zmęczony. – uśmiechnęłam się, chwytając go za rękę po czym wciągnęłam do kuchni. Nalałam mu soku i podałam kanapki. – No to mów jak było? – spojrzałam na ciebie, opierając się o blat stołu. – Powiem ci, że Londyn to piękne miasto. Dostałem tam pracę, pracuje w wytwórni płyt, kupiłem małe nie duże mieszkanko, poznałem nowych ludzi i teraz mogę zająć się w końcu pisaniem swoich tekstów – odrzekł z uśmiechem. – Jej zawsze marzyłam o Londynie, ale ci zazdroszczę normalnie dumna jestem no! – powiedziałam entuzjastycznie.  – Wiesz, marzenia się spełniają. A co do marzeń, dobrze się złożyło bo akurat mam coś dla ciebie. – spojrzał na mnie i wyciągnął bilety na koncert One direction. – Eee.. – zrobiłam wielkie oczy i stałam przez chwile w nieruchomym stanie.  – Ale jak, ty.. go.. załatwiłeś.. o mój boże.. to serio dla mnie.. aaa! – krzyknęłam po czym ucałowałam go mocno w jego blado-różowy policzek. – Dziękuje, dziękuje, dziękuje! Zawsze chciałam iść na ich koncert, wiem o nich wszystko! – krzyknęłam. – Wiem, wiem Brook dlatego postanowiłem, że kupie ci bilet i jeśli zechcesz pojedź ze mną do Londynu tak sobie na wakacje. – uśmiechnął się. Po tych słowach znów zaniemówiłam wpatrując się w bilet, po czym na niego. – Jasne, że bardzo chcę! – weszłam na stół i zaczęłam tańczyć. – Oł yeah mam tak wspaniałego przyjaciele, który zabierze mnie do Londynu, a na dodatek zobaczę One Direction yeah. – byłam wniebowzięta. – Tak Book cała ty, szalona jak zawsze. – zaśmiał się.– No bo jestem najszczęśliwszą osobą na świecie..! W tej samej chwili zadzwonił telefon. – Odbiorę! – zerwał się Ben i podniósł słuchawkę. – Ben Hamilton, słucham? – powiedział zdecydowanie. Przez chwilę słuchał, zauważyłam, że jego twarz przybrała blady kolor. – Rozumiem. – odezwał się wreszcie, a jego głos brzmiał poważnie. – Ale jak to?  Tak, tak oczywiście.. – skrzywił się odkładając słuchawkę. Spojrzałam na Bena po czym na Larrego, który uniósł brwi. Wyglądało na to, że ktokolwiek rozmawiał z Benem, nie miał dobrych widomości. – Kto to był? Co się stało? – zapytałam w szybkim tempie. Jednak chłopak chwycił się za głowę i milczał przez chwilę. Wstałam i podeszłam do niego. – Ej, braciszku co jest? – pogładziłam go po ramieniu pytając troskliwie. – Dzwonili z… ehh kupili naszą ziemie i wyrzucają nas na próg. – westchnął. – Co?! Jak to tak nie można. – powiedziałam. – Widocznie można, a do tego nasza matka nie płaciła rachunków, nie wiedziałem.  – spojrzał na mnie. – Serio? Ja tez nie wiedziała, myślałam że wszystko jest ok? Po śmierci taty, mama się pogubiła ale zawsze mówiła nam o swoich problemach – odpowiedziałam. – Widocznie, ale to i tak nie ma sensu, do jutra musimy opuścić dom. – powiedział i wyszedł z kuchni.  



- no to czytajcie dalej co się stanie <3  narka ;*                       xoxo. Kamila

6 komentarzy:

  1. O jej . Już kocham twojego bloga . :D Wpadnij do mnie na SKINILOVE też piszę opowiadanie . < 3

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale super. :D Będę czytać. <3

    OdpowiedzUsuń
  3. jej fajnie sie czyta tez mam opowiadanie . XD http://dreamm-loves.blog.onet.pl/ . Zapraszam Do czytania . :D

    OdpowiedzUsuń
  4. fajnie // MISSTEEN

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapraszam do mnie . // NESTEAS

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapraszam do mnie . // NESTEAS

    OdpowiedzUsuń