Wszem i wobec rozpoczynamy pisanie owego bloga, na którym znajdziecie wszystko o wszystkim. Będą zdjęcia, nasze one-shoty (kto wie może jedna z was też będzie się chciała podzielić =] ), ciekawostki z życia chłopaków, filmiki, cytaty i konkursy. Jesteśmy zdeterminowane, by prowadzić tą stronę i mamy nadzieję, że wam się spodoba. Także zapraszamy do czytania, komentowania i oczywiście przesyłania dalej naszego linku.
Rozdział pierwszy :
Obudziłam się w sobotni, wiosenny poranek. Z uśmiechem na
twarzy zerwałam się z łóżka, włączając muzyczkę. Let’s go crazy, crazy, crazy.
– cichutko sobie podśpiewywałam. Otworzyłam
okno i wystawiłam głowę na zewnątrz. Wciągnęłam nosem świeże powietrze po czym
wypuściłam je ustami. Słonce grzało jak szalone, a do tego piękne bez chmurne
niebo. W rytm muzyczki pobiegłam do łazienki po czym chwyciłam za szczoteczkę i
kręcąc tyłeczkiem nałożyłam pastę. Kiedy w piosence zaczął ponownie lecieć
refren dzikim ruchem zaczęłam śpiewać do szczoteczki. W odbiciu lustrzanym
zobaczyłam, śmiejącego się ze mnie brata. – Ej, jak się wchodzi to się puka –
powiedziałam nerwowo. – Wybacz siostra,
ale nie mogłem się powtrzymać – zaśmiał się, pokazując mi języczek. – Osz ty,
spadaj stąd. – po sepleniłam mając pełną buzie pasty. – Co mówisz siostrzyczko,
nie rozumiem cię? – odrzekł z uśmiechem na twarz. – Oh, przestań się ze mną
droczyć. – kopnęłam go w zadek i wyrzuciłam za drzwi. Przepłukałam dokładnie
usta, po czym wzięłam się za malowanie. Staranie podkreśliłam oczy, które
lubiłam mieć wyeksponowane po czym poleciałam do swojego pokoju. Nucąc,
otworzyłam swoją gigantyczną szafę i
zaczęłam przy niej tańczyć, wyciągając szorty i przewiewną koszulkę
odkrywającą ramie. Po chwili usłyszałam wołanie. – Brook, Brook ! Zejdź na
chwilę ktoś do ciebie – krzyknęła z dołu mama. Zrobiłam wielkie oczy i
spojrzałam na zegarek. – Jest dopiero 11, a kogoś już do mnie niesie? –
zapytałam samą siebie. – Jej ja to musze być fajna! – zaśmiałam się i szybkim
krokiem wbiegłam na schody. Będąc w połowie ich nie mogłam uwierzyć własnym
oczom. – O mój Boże! – zakryłam sobie usta. – LARRY! OMG! – krzyknęłam z
zadowoleniem, po czym zeskoczyłam z pięciu ostatnich schodów prosto w jego ramiona.
– Brook, tęskniłem strasznie. – powiedział, obejmując mnie . – No co ty nie
powiesz? Ale się cieszę, że wróciłeś. – odrzekłam. - Ja też się cieszę tyle
miesięcy bez ciebie. – wystawił języczek. – Oj nie czaruj już tak, tylko tul. –
zaśmiałam się. - Może coś zjesz? Po takiej podróży na pewno jesteś zmęczony. –
uśmiechnęłam się, chwytając go za rękę po czym wciągnęłam do kuchni. Nalałam mu
soku i podałam kanapki. – No to mów jak było? – spojrzałam na ciebie, opierając
się o blat stołu. – Powiem ci, że Londyn to piękne miasto. Dostałem tam pracę,
pracuje w wytwórni płyt, kupiłem małe nie duże mieszkanko, poznałem nowych
ludzi i teraz mogę zająć się w końcu pisaniem swoich tekstów – odrzekł z
uśmiechem. – Jej zawsze marzyłam o Londynie, ale ci zazdroszczę normalnie dumna
jestem no! – powiedziałam entuzjastycznie.
– Wiesz, marzenia się spełniają. A co do marzeń, dobrze się złożyło bo
akurat mam coś dla ciebie. – spojrzał na mnie i wyciągnął bilety na koncert One
direction. – Eee.. – zrobiłam wielkie oczy i stałam przez chwile w nieruchomym
stanie. – Ale jak, ty.. go..
załatwiłeś.. o mój boże.. to serio dla mnie.. aaa! – krzyknęłam po czym
ucałowałam go mocno w jego blado-różowy policzek. – Dziękuje, dziękuje, dziękuje!
Zawsze chciałam iść na ich koncert, wiem o nich wszystko! – krzyknęłam. – Wiem,
wiem Brook dlatego postanowiłem, że kupie ci bilet i jeśli zechcesz pojedź ze
mną do Londynu tak sobie na wakacje. – uśmiechnął się. Po tych słowach znów
zaniemówiłam wpatrując się w bilet, po czym na niego. – Jasne, że bardzo chcę!
– weszłam na stół i zaczęłam tańczyć. – Oł yeah mam tak wspaniałego
przyjaciele, który zabierze mnie do Londynu, a na dodatek zobaczę One Direction
yeah. – byłam wniebowzięta. – Tak Book cała ty, szalona jak zawsze. – zaśmiał
się.– No bo jestem najszczęśliwszą osobą na świecie..! W tej samej chwili
zadzwonił telefon. – Odbiorę! – zerwał się Ben i podniósł słuchawkę. – Ben
Hamilton, słucham? – powiedział zdecydowanie. Przez chwilę słuchał, zauważyłam,
że jego twarz przybrała blady kolor. – Rozumiem. – odezwał się wreszcie, a jego
głos brzmiał poważnie. – Ale jak to?
Tak, tak oczywiście.. – skrzywił się odkładając słuchawkę. Spojrzałam na
Bena po czym na Larrego, który uniósł brwi. Wyglądało na to, że ktokolwiek
rozmawiał z Benem, nie miał dobrych widomości. – Kto to był? Co się stało? –
zapytałam w szybkim tempie. Jednak chłopak chwycił się za głowę i milczał przez
chwilę. Wstałam i podeszłam do niego. – Ej, braciszku co jest? – pogładziłam go
po ramieniu pytając troskliwie. – Dzwonili z… ehh kupili naszą ziemie i
wyrzucają nas na próg. – westchnął. – Co?! Jak to tak nie można. –
powiedziałam. – Widocznie można, a do tego nasza matka nie płaciła rachunków,
nie wiedziałem. – spojrzał na mnie. –
Serio? Ja tez nie wiedziała, myślałam że wszystko jest ok? Po śmierci taty,
mama się pogubiła ale zawsze mówiła nam o swoich problemach – odpowiedziałam. –
Widocznie, ale to i tak nie ma sensu, do jutra musimy opuścić dom. – powiedział
i wyszedł z kuchni.
- no to czytajcie dalej co się stanie <3 narka ;* xoxo. Kamila
O jej . Już kocham twojego bloga . :D Wpadnij do mnie na SKINILOVE też piszę opowiadanie . < 3
OdpowiedzUsuńAle super. :D Będę czytać. <3
OdpowiedzUsuńjej fajnie sie czyta tez mam opowiadanie . XD http://dreamm-loves.blog.onet.pl/ . Zapraszam Do czytania . :D
OdpowiedzUsuńfajnie // MISSTEEN
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie . // NESTEAS
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie . // NESTEAS
OdpowiedzUsuń