wtorek, 9 października 2012

O2. Rozdział 2.



- Cześć wam. Wybaczcie, ze nic na razie nie było ale brak czasu. 

Rozdział drugi :
Po wczorajszym dniu wszystko wydawało się być niczym, szara rzeczywistość. Usiadłam na swojej przepakowanej  walizce i włożyłam głowę między kolana, ocierając spływające po policzku łezki. Nikt nie wiedział z nas dokąd pójdziemy. - Czyżby moim nowym domem była ulica? – skrzywiłam się pytając samą siebie. Poczułam na ramieniu czyjąś dłoń, a po chwili oddech na swojej szyi. Był to Larry. Spojrzałam na niego kątem oka wtulając się w niego. – Larry co my teraz zrobimy? – zapytałam cała rozmazana, ściskając jego koszulkę. – Zamieszkaj ze mną. – odpowiedział chłopak. Spojrzałam mu głęboko w oczy. – Co..? Nie.. za dużo dla mnie robisz nie mogłabym. – odrzekłam cicho łkając. – Ale Brook przecież to nie problem, w sumie jestem sam w takim dużym mieszkaniu, a z tobą było mi o wiele raźniej. – uklęknął i złapał mnie za rękę . – Brook proszę cię. Po tych słowach uśmiechnęłam się i ścisnęłam delikatnie jego dłoń. – Mówisz poważnie? – otarłam rękawem mokry policzek. – Tak! – powiedział dumnie po czym się uśmiechnął. – A co z Benem i moją matką, przecież ich nie zostawię? – odwróciłam wzrok. – Rozmawiałem już o tym z nimi, Ben jedzie z nami a twoja matka przeprowadza się do siostry. – odrzekł. – Już to wszystko zaplanowałeś? – spojrzałam na niego z niepewnością. – Tak. – spojrzał na zegarek. – Za dwie godziny mamy samolot. – dodał. – Ale ja mam tak wszystko tutaj zostawić, przyjaciół, matkę, moje wspomnienia, najchętniej bym to wszystko wrzuciła do tej walizki.. – wstałam i spojrzałam przez okno. – Wiem, że ci ciężko – przytulił mnie po czym pocałował delikatnie w policzek. Zrobiło mi się strasznie dziwnie, moje serce przyśpieszyło rytm. Spojrzałam na Larrego i przez setek myśli pojawił się impuls i nachyliłam się tak jakbym chciała go pocałować. W tej samej chwili zapukał Ben i wszedł. – Gotowi już? – spojrzał na nas. Rozejrzałam się po czym chwyciłam za walizkę. – Tak! – wymruczałam i wyszłam szybko z pokoju. Każda komórka mojego ciała ciągnęła mnie w stronę Larrego  jednak wiedziałam, że to mój przyjaciel. Matka przytuliła nas mocno i ucałowała. Zapakowaliśmy bagaże i wchodząc do auta spojrzałam ostatni raz na nasz dom po czym odmachałam mamie i nie mówiąc nic więcej odjechaliśmy. Ben prowadził, a Larry usiadł obok mnie w tyle, nie wiedząc dlaczego czułam się niezręcznie, a na dodatek zakłopotanie. – Ej, stało się cos? – szturchnął mnie. – Nie, chyba nie… - odrzekłam cicho, patrząc w szybę. Po długiej ciszy, Ben włączył moją ulubioną piosenkę LWWY. Na początku nie chciało mi się jej śpiewać, ale nogi same zaczęły chodzić, a wraz z zwrotką Zayna zaczęłam śpiewać i ja. Otworzyłam okno, nadal śpiewając. Chłopcy śmiali się ze mnie jak nigdy. – No to robimy fale! - zaproponowałam po czym każdy lekko uniósł tyłeczek i podniósł ręce do góry. Nagle z boku ktoś wyjechał, chłopak gwałtownie zahamował i zatrzymał się przed czerwonymi światłami na skraju miasta. – Co za wariat! – krzyknął. – Wszyscy cali? – spojrzał do tyłu przerażony. Chwyciłam się za głowę, którą uderzyłam w siedzenie. Larry spojrzał na mnie.  – Wszystko dobrze? Nic ci nie jest? – zapytał przyjaźnie. – Trochę uderzyłam głową oo.. – POKAŻ! – przerwał mi i chwycił delikatnie za głowę. – Nie, naprawdę wszystko ok.. – zarumieniłam się. – Może, pojedziemy do szpitala na kontrole? – zapytał stanowczo Ben. – Chłopaki cieszę się, że o mnie tak się martwicie, ale naprawdę wszystko jest w porządku.- mój uśmiech mówił sam za siebie. Podróż była długa i nużąca. Po kilku godzinach jazdy, dotarliśmy. Odebraliśmy nasze walizki i przeszliśmy szybko wszystkie procedury. Zasnęłam z wyczerpania. Obudziłam się w taksówce, z drodze do ogromnego mieszkania Larrego. – Stawaj, Stawaj szkoda dnia, za raz będziemy na miejscu. – powiedział cicho, gładząc mnie po czole i odgarniając mi włosy. – Jak mogłabym zrezygnować z takiego pięknego dnia? – odparłam żartobliwie i pokazałam w uśmiechu moje białe zęby. – O to już tutaj! – wskazał palcem ogromny, oszklony apartamentowiec. Wstrzymałam oddech, a potem opadła mi szczęka.  Przez ułamek sekundy ani ja, ani Ben nie odezwaliśmy się słowem. – Człowieku! – wyjęknęłam z otumanienia. – Proszę was nie mówcie wiem, ale nic lepszego nie było. – zmarszczył czoło . – No ty chyba oszalałeś? To jest piękne. Chwyciłam za klamkę i lekko ją nacisnęłam wychodząc. Spojrzałam na Bena, po czym na Larrego. – No to zapraszam! – powiedział chłopak, puszczając nas przodem. Delikatnie dłonią dotknęłam poręczy i weszliśmy do środka. Ogromny hol, przestronny salon z wielką kanapą, telewizorem. Kuchnia wyglądała jak marzenie wszystko dokoła było jasne i przyjemne dla oczu. – Boże.. Jak tutaj jest cudownie. Położyłam ze zdumienia bagaż po czym rozłożyłam ręce i zaczęłam się kręcić. – Czujcie się jak u siebie, pokaże wam co i gdzie jest. – powiedział z uśmiechem Larry. Pierwsze piętro, było za nami teraz drugie. Otworzył drzwi do mojego nowego pokoju. Spojrzał na mnie i powiedział. – Te miejsce jest przeznaczone tylko i wyłącznie dla ciebie.. – powiedział cicho. Zrobiłam śmieszną, a za razem głupią minę i zakryłam oczy. Wchodząc czułam zapach kwiatów i nowości. Ściany były koloru fioletowego. Znajdowały się w nim cztery duże okna na których wisiały białe firanki, aż do ziemi. Na parapetach zaś były umieszczone świeczki oraz gipsowe figurki. Naprzeciwko okien znajdowały się szafy jedna na książki, druga na ubrania. W Kącie stało ogromne wodne łóżko ze stosem miękkich poduszek w kształcie serduszek. – AA To wszystko dla mnie! – podskoczyłam i głośno pisknęłam na całe mieszkanie. – Tak.. – uśmiechnął się i usiadł na łóżku patrząc na mnie. – Wiesz, że moim największym objawieniem w  życiu jest to, ze cie mam!? – wtuliłam się w chłopaka, kładąc się na łóżku po czym spojrzałam w sufit, a tam ogromne lustro. – No nie.. – spojrzałam na Larrego. – Kochany jesteś. – pociągnęłam go do siebie i musnęłam jego policzek. – Naprawdę tak uważasz? -  odparł patrząc mi w oczy po czym na usta. – No tak, ależ naturalnie bardzo ci dziękuje, jesteś świetnym przyjacielem! – krzyknęłam z uśmiechem! – A no tak przyjacielem – obrócił wzrok po czym sztucznie się uśmiechnął. – Coś powiedziałam nie tak? – spojrzałam na chłopaka. – Nie..Wiesz ty się tu urządź ja pójdę zobaczyć co u Bena. – wstał osowiały i wyszedł nie spoglądając dłużej na mnie. Nie wiedziałam o co chodzi, co się stało.. Powiedziałam coś nie tak?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz